Bp Jan Zając: Słuchanie Jezusa i wprowadzanie Jego słów w czyn to program życia każdego chrześcijanina

Służba Panu oznacza słuchanie Jego słowa i wprowadzanie go w czyn. To jest program życia chrześcijańskiej rodziny, chrześcijańskich małżeństw – życia każdego chrześcijanina – mówił bp Jan Zając w sanktuarium św. Jana Pawła II w czasie Mszy św. w intencji dobroczyńców misji i misjonarzy z Archidiecezji Krakowskiej.

W czasie homilii bp Jan Zając stwierdził, że wydarzenie, jakim było wesele w Kania Galilejskiej, ciągle trwa. – Jezus Chrystus ciągle jest zapraszany przez poszczególnych ludzi i różne wspólnoty. Przyjmuje to zaproszenie i jest z poszczególnymi ludźmi – przebywa wśród ludzkich wspólnot. Jest wśród nas – mówił biskup zaznaczając, że dziś Jezus w nowy sposób, sakramentalny i mistyczny może być równocześnie gościem wszystkich osób i wspólnot, które Go zapraszają.

Za Janem Pawłem II biskup przypomniał, że u początku swej mesjańskiej misji Jezus dotyka życia ludzkiego w punkcie podstawowym. Małżeństwo jest zawsze jakimś nowym początkiem ludzkiej wspólnoty. Rodzina jest wspólnotą miłości i życia, od której zależy przyszłość człowieka na ziemi. – Obecność Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej uwydatnia podstawowe znaczenie małżeństwa i rodziny dla Kościoła i dla społeczeństwa. Małżeństwo wraz z sakramentem przyjmuje te zadania, jakie stawia przed nim Bóg i Kościół – mówił. 

Wobec współczesnych zagrożeń życia małżeńskiego i rodzinnego konieczne jest ponowne zaproszenie Jezusa Chrystusa, aby „przybył tam, jak do Kany Galilejskiej, wspólnie ze swoją Matką”. Biskup zaznaczył, że Maryja – podobnie jak na uczcie weselnej – będzie troszczyła się o każdą, nawet najmniejszą i najbardziej ukrytą potrzebę człowieka. – Maryja mówi dziś wszystkim rodzinom i wspólnotom: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn – dodawał bp Jan Zając podkreślając, że służba Panu oznacza słuchanie Jego słowa i wprowadzanie go w czyn. – To jest program życia chrześcijańskiej rodziny, chrześcijańskich małżeństw – życia każdego chrześcijanina – podsumował honorowy kustosz Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

Bp Jan Zając modlił się w intencji dobroczyńców misji i misjonarzy z Archidiecezji Krakowskiej. Na Mszy św. w sanktuarium św. Jana Pawła II obecni byli ojciec duchowny krakowskiego seminarium ks. Jerzy Pytraczyk – wieloletni misjonarz w Tanzanii, Dominika Szkatuła – świecka misjonarka w Peru, rodzice i bliscy misjonarzy, a także dobroczyńcy misji wspierający m.in. dzieło adopcji misyjnej, a także siostry klawerianki, które w charyzmacie swojego zgromadzenia mają troskę o misje. Poprzez internet w modlitwę włączyli się misjonarze z Brazylii, Peru, Tanzanii, Chin, Kazachstanu i Ukrainy. 

źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


Msza święta w intencji Misjonarzy i dobroczyńców misji

Pragniemy, aby ta Msza święta była szczerym z głębi pulsującego serca słowem – dziękuję.

Mamy ogromną przyjemność zaprosić wszystkich na wyjątkową Mszę świętą w intencji Misjonarzy oraz dobroczyńców ich wspierających, która zostanie odprawiona przez ks. bpa Jana Zająca w najbliższą niedzielę 16 stycznia o godz. 12.30. Życie misjonarzy nie należy do najłatwiejszych, ale im większe ich zaangażowanie tym lepiej zakorzeniana w nich Boża Miłość daje światu przeogromne świeże owoce. Skutek jest taki, że doświadczenie tej właśnie Miłości dotyka zarówno społeczeństwo i ludzi objętych opieką jak i samych Misjonarzy, którzy doświadczają pięknej i szczerej wdzięczności w czystym i szklistym spojrzeniu dzieci oraz dorosłych.

Ta Msza święta, to zarówno modlitwa ich wspierająca jak i okazanie wdzięczności Dobroczyńcom, którzy okazują swą pomoc poprzez “Patronat nad konkretnym misjonarzem” oraz “Adopcję dzieci”, dokonując regularnych wpłat na konto Kurii Metropolitalnej w Krakowie.

źródło: Wydział Duszpasterstwa Ogólnego


Abp Marek Jędraszewski wskazuje św. Johna Henry’ego Newmana jako wzór dla społeczności UPJPII w dążeniu do prawdy i podążaniu za Światłem

Wzór dążenia za wszelką cenę do prawdy i świadczenia swoim życiem o tej prawdzie, nawet za cenę osobistych cierpień i odrzucenia – mówił abp Marek Jędraszewski wskazując św. kard. Johna Henry'ego Newmana jako wzór dla społeczności Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Metropolita krakowski przewodniczył Mszy św. z okazji uroczystych promocji akademickich w sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach.

Idąc za Światłem John Henry Newman w pewnym momencie zrozumiał: prawda nie jest pośrodku – prawda jest tam, gdzie ona naprawdę jest – mówił abp Marek Jędraszewski o momencie konwersji anglikańskiego duchownego, który stwierdził „z całą głęboką uczciwością swego ducha i sumienia, że prawda jest w Kościele katolickim”. Metropolita krakowski przypomniał, że później John Henry Newman przyjął święcenia kapłańskie a w 1889 r. otrzymał nominację kardynalską. Z tej okazji przygotował okolicznościowe przemówienie, w którym dał wyraz całej swojej drogi, będącej wiernym kroczeniem za Światłem. 

– Stwierdził, że największym wrogiem i niebezpieczeństwem dla Kościoła jest liberalizm, jest takie łudzenie ze strony świata, które nie pozwala, by prawdę ujrzeć w całym jej pięknie, w całej jej doniosłości i jasnych wymaganiach. Liberalizm chce wszystko roztopić w imię relatywizmu, zacierania prawdy, mamiąc przy tym wygodą życia i pochwałą ze strony świata. On uznał, że jedyna droga, to iść za Światłem do końca – mówił abp Marek Jędraszewski przypominając kardynalskie zawołanie Johna Henry’ego Newmana: Cor ad cor loquitur – Serce Boże przemawia do serca człowieka. – Tę mowę serca trzeba przyjąć i głosić ją światu – dodał metropolita wskazując angielskiego kardynała jako wzór dla ludzi nauki i społeczności akademickiej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

– Wzór dążenia za wszelką cenę do prawdy i świadczenia swoim życiem o tej prawdzie, nawet za cenę osobistych cierpień i odrzucenia. Służył Bogu do końca. Po dziesięcioleciach wraca, jako bardzo ważny punkt odniesienia w świecie, który jeszcze bardziej w swoim przesłaniu, sposobie życia i myślenia staje się uwodzący swym liberalizmem – mówił arcybiskup.

– Mając świadomość misji, by „iść i nauczać” jednocześnie z całą pokorą, ale i mocą, prosić Boga: prowadź mnie, Światło! – zakończył abp Marek Jędraszewski wskazując na zadanie Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.

tekst: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


Kard. Stanisław Dziwisz: Wydział Teologiczny w Krakowie to dzieło ludzi świętych!

Powtórzmy: nic ważniejszego niż we właściwy sposób mówić o Bogu! To zdanie wyznacza nam jednocześnie istotne zadania teologii na dzisiaj. Również w naszych czasach, a może nawet dzisiaj bardziej niż wcześniej, świat potrzebuje dobrego słowa o Bogu - mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas Mszy św. z okazji promocji akademickich na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w roku jubileuszu 625-lecia erygowania Wydziału Teologicznego. Eucharystia, pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego, odbyła się w Sanktuarium św. Jana Pawła II.

Poniżej publikujemy pełny tekst homilii ks. kardynała:

Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie Metropolito Krakowski,

Magnificencjo, Księże Rektorze Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II,

Bracia i Siostry!

Świętując dzisiaj sześćset dwudziestą piątą rocznicę założenia Wydziału Teologicznego w Krakowie, nie możemy zapomnieć o tych, którym go zawdzięczamy. Nie byłoby zatem tego Wydziału, gdyby nie mądra wiara św. Jadwigi Królowej. To ona w iście proroczym geście zdecydowała o jego otwarciu. To ona ofiarowała temuż Wydziałowi część swojego własnego majątku czyniąc możliwym jego otwarcie. Ten gest Jadwigi daleko wykracza poza jej zdolności strategiczne i stanowi wyraz żywej wiary, rozumienia, iż tak jak nie może istnieć uniwersytet bez namysłu nad Bogiem, tak również sama wiara Kościoła nie może się ostać bez stale ponawianego wysiłku zrozumienia tego, co Bóg nam powiedział w swoim Synu Jednorodzonym. Potwierdzeniem Jadwiżańskiej intuicji była bulla papieża Bonifacego IX Eximiae devotionis affectus, skierowana do Władysława Jagiełły i Jadwigi, w której następca Piotra potwierdzał i autoryzował swoim apostolskim autorytetem istnienie i działanie Wydziału Teologii w Krakowie.

Kiedy w 1954 roku władze komunistyczne postanowiły zamknąć Wydział Teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, przenikliwa troska pasterzy Kościoła krakowskiego zadbała o to, aby wielowiekowa tradycja teologiczna przetrwała w mieście polskich królów. Pasterzem tego Kościoła, który dla teologii w Krakowie w tym ogromnie trudnym czasie uczynił szczególnie dużo, jest św. Jan Paweł II. To dzięki staraniom kard. Karola Wojtyły, jego trosce i pomysłowości, w 1974 roku Wydział Teologiczny w Krakowie otrzymał status wydziału papieskiego. Kiedy zaś Karol Wojtyła został wybrany na stolicę Piotrową, utworzył w Krakowie 8 grudnia 1981 roku Papieską Akademię Teologiczną. Wspominam dzisiaj o tej decyzji papieża Polaka, ponieważ wpisuje się ona bez wątpienia w fundacyjne zamiary św. Jadwigi i jest bezpośrednim podjęciem ideałów, które przyświecały tej wielkiej duchem polskiej monarchini w czternastym wieku. Już sam tytuł motu proprio erygującego Papieską Akademię Teologiczną, Beata Hedvigis, wskazuje na intencję jego autora, czyli na pragnienie kontynuowania i odnowienia dzieła rozpoczętego w 1397 roku. Stosunkowo niedawną decyzję papieża Benedykta XVI o przekształceniu Papieskiej Akademii Teologicznej w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie należy rozumieć w ciągłości wspomnianych wydarzeń.

Myśląc o całej tej już dzisiaj przeszło sześćsetletniej historii teologii w Krakowie, nie sposób nie przeżyć ogromnego zadziwienia względem Bożej obecności, która pisząc prostymi liniami po zawiłych drogach historii, doprowadziła w Krakowie najpierw do powstania Wydziału Teologii, z którego następnie wyrósł cały uniwersytet.

Wydział Teologiczny w Krakowie to dzieło ludzi świętych! Wspomniani już św. Jadwiga i św. Jan Paweł II, ale przecież i święci Jan z Kęt, Stanisław Kazimierczyk, Jan Sebastian Pelczar. Przedziwne jest to połączenie wiary i rozumu, poszukiwania prawdy i świętości, które tworzy najistotniejsze momenty dziejów krakowskiego Wydziału Teologicznego. Przedziwne jest owo promieniowanie wiary, która szuka zrozumienia i w tym poszukiwaniu nigdy nie ustaje, stając się twórczą siłą uświęcenia człowieka i przemiany świata.

Kiedy dzisiaj obchodzimy uroczyście rocznicę powstania Wydziału Teologicznego w Krakowie. to nie tylko po to, żeby wspominać przeszłe wydarzenia. Nasze chrześcijańskie pielgrzymowanie to również wspominanie, ale wspominamy po to, aby budować przyszłość. Nasze wspominanie nigdy nie jest muzealne. Ono jest prorocze.

Dzisiaj musi między nami wybrzmieć jasne i wyraźne przypomnienie, iż nie ma Kościoła i wiary bez rzetelnej teologii. Czymże miałaby być nasza wiara w Boga Trójjedynego, gdyby nie miała żyć w naszym umyśle? Czystym uczuciem? Czyż bez dobrej teologii nie ryzykowałaby ona popadnięcia w wypełniony lękiem zabobon? Ten, kto wierzy, rozumie to dobrze: wiara budzi rozum z uśpienia, zadaje mu pytania, oferuje nowe światło, które niedostępne jest czystemu rozumowi samemu z siebie. Wiara pragnie zamieszkiwać w ludzkim rozumie, ten zaś został stworzony, aby móc wierzyć!

Właśnie taki rozum, oświecony wiarą i wiara przeniknięta rozumem, jest jednym z największych wkładów chrześcijaństwa w dzieje ludzkości i świata. Nie tylko zatem wiara i Kościół, ale także szeroko rozumiana kultura i życie społeczne potrzebują teologii. Jak dobrze wiedziała o tym św. Jadwiga! Idąc za jej proroczą intuicją trzeba przypomnieć, iż jeśli nowoczesny uniwersytet ma być prawdziwie uniwersalny w swoim poszukiwaniu prawdy, nie wolno z niego usuwać przestrzeni dla refleksji teologicznej. Bez teologii ludzka wiedza nie jest pełna. Co więcej, kultura, która zamknęłaby się na myślenie i mówienie o Bogu, nie tylko ryzykuje pewnego rodzaju intelektualną bezpłodność, ale rzeczywiście jej doświadcza.

To wszystko pozwala nam zrozumieć, iż teologia jest istotnie ważna dla naszego życia społecznego. Wiedzieli już o tym starożytni, którzy rozmyślając o polityce, ekonomii, życiu społecznym i prawdzie dochodzili do przekonania, iż w społeczeństwie nic nie jest tak ważne, jak dobrze, we właściwy sposób mówić o Bogu.

Powtórzmy: nic ważniejszego niż we właściwy sposób mówić o Bogu! To zdanie wyznacza nam jednocześnie istotne zadania teologii na dzisiaj. Również w naszych czasach, a może nawet dzisiaj bardziej niż wcześniej, świat potrzebuje dobrego słowa o Bogu.

Słowo starożytnej mądrości prowadzi nas wprost do serca Ewangelii. Odczytany dzisiaj jej fragment przypomniał nam dobitnie, że Jezus jest Nauczycielem i że Jego nauczanie nie jest zwyczajne. Jego nauka zostaje określona przez słuchających ją jako nauczanie z mocą, nauczanie tego, który ma władzę, autorytet. Tylko Jezus zna prawdę o Bogu. Tej prawdy można się od Niego uczyć. Czyż teologia nie jest właśnie takim uczeniem się od Tego, którego słowo ma moc? Uwaga ewangelisty staje się w ten sposób najważniejszym drogowskazem dla współczesnej teologii. Jeśli ma ona być naprawdę dobrym słowem o Bogu, musi czerpać z Jezusa. Teologia w swojej istocie jest słuchaniem Jezusa, wsłuchiwaniem się i próbą zrozumienia Jego boskich słów, które „dają życie wieczne”. To słuchanie, to zgłębianie, ta wierność Jezusowi i Jego słowom jest warunkiem świeżości, nowości teologii. Bez niej w ogóle nie ma mowy o teologii chrześcijańskiej. Jest bowiem teologia istotnie powiązana z Jezusem, życiowo zaangażowana w przyjaźń z nim. Czyż nie o tym przypomniała nam właśnie historia krakowskiego Wydziału Teologicznego, który jest owocem wiary ludzi świętych? Nie ma teologii bez świętości, bez wiary, bez przyjaźni z Jezusem. Każde słowo teologii ma być w istocie rzeczy zaproszeniem do wejścia w relację, do słuchania Jezusa.

Ale teologia wyrastająca ze słuchania słów Jezusa jest również zaangażowana w dzieje świata, w losy człowieka. Nie ogranicza się do powtarzania, do abstrakcyjnych formuł. Ona próbuje rozświetlić światłem płynącym z nauczania Jezusa zakamarki doświadczeń człowieka, tych radosnych i tych bolesnych. Wszak przypominał ostatni Sobór, a za nim Jan Paweł II, że „nie sposób zrozumieć człowieka bez Chrystusa”, że „radości i smutki” ludzkości wyjaśniają się dopiero w Słowie Wcielonym. Teologia nie tylko ma strzec prawdy, ale i służyć człowiekowi, jego dobru, jego zbawieniu. Jezus, źródło teologii, nie tylko nauczał, ale i – jak przypomina nam św. Marek – uzdrawiał, leczył, uwalniał człowieka z panowania zła. Właściwie rozumiana teologia chce służyć temu uwolnieniu i uzdrowieniu również dzisiaj.

To wszystko oznacza dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, konieczność wejścia teologii w twórczy dialog z całą ludzką wiedzą. Kto słucha Jezusa i Jego nauki z mocą, ten słucha również innych! Kto szuka przede wszystkim prawdy w Jezusie, będzie na nią wrażliwy skądkolwiek by ona nie pochodziła. Dobra teologia jest zasłuchana nie tylko w Boga, ale i w świat, szczególnie ten wyznaczony przez ludzkie sprawy. Co więcej, dobra teologia pomaga w syntezie wielu rożnych dziedzin wiedzy. Pozwala im również zrozumieć siebie w perspektywie ostatecznego sensu naszego istnienia. Zgłębiając nauczanie Pana, staje się w najwyższym stopniu użyteczna dla Kościoła i świata.

Wydziale Teologiczny Papieskiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, drogi jubilacie: ad multos annos! Obyś był „źrenicą oka” całego Uniwersytetu, obyś przyczynił się do jego sławy, a nade wszystko, oby twoja praca przynosiła Bogu chwałę, a ludziom życie, rzetelne poznanie prawdy i radość.

Wydział Teologiczny w Krakowie to dzieło ludzi świętych! Módlmy się dzisiaj, aby nadal tak było. Prośmy również, aby nasz współczesny świat nie zamykał się nigdy na słowo o Bogu, na słowo Boga, który naucza z mocą.

tekst: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


Kard. Dziwisz: odejścia młodych z Kościoła powinny być przedmiotem naszego rachunku sumienia

Kościół w Polsce potrzebuje młodych i liczy na młodych – mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas Orszaku Trzech Króli w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.

Kard. Stanisław Dziwisz podkreślił w słowie skierowanym zwłaszcza do młodych uczestników tradycyjnego orszaku, że obchody święta Objawienia Pańskiego są okazją, by dziękować Bogu za to, że „Jego Ewangelia ponad tysiąc lat temu dotarła również na nasze polskie ziemie”. – Dziękujemy Mu, że jest wśród nas, że możemy się z Nim spotykać w Kościele, w wielkiej wspólnocie Jego uczniów, ogarniającej wszystkie ludy, kultury i języki – mówił.

– Dzisiaj słyszymy głosy, że młode Polki i młodzi Polacy odchodzą od Jezusa i Jego Kościoła, szukając innych dróg prowadzących do szczęścia. Nie lekceważymy tych głosów i zastanawiamy się nad przyczynami tego stanu rzeczy – przyznał hierarcha, dodając że odejścia młodych z Kościoła powinny być „przedmiotem rachunku sumienia każdego z nas”.

– Jesteśmy równocześnie przekonani, że tylko w Jezusie znajdujemy odpowiedź na najważniejsze pytania dotyczące naszego ludzkiego losu. Wierzymy, że tylko On – Jezus Chrystus – może spełnić najgłębsze pragnienia naszych serc – przekonywał krakowski metropolita senior i przywołał słowa Jana Pawła II wygłoszone na Tor Vergata w 2000 roku: „Kiedy marzycie o szczęściu, szukacie właśnie Jezusa. To On na was czeka, gdy nic z tego, co znajdujecie, nie zadowala was. […] To On pobudza was do zrzucania masek, które czynią życie fałszywym. Tylko On budzi w sercach decyzje najbardziej autentyczne, które inni chcieliby przytłumić. To Jezus wzbudza w was pragnienie, byście uczynili ze swojego życia coś wielkiego. […] Modlę się, by [Chrystus] królował w waszych sercach oraz w ludzkości nowego wieku i tysiąclecia. Nie lękajcie się Jemu zawierzyć. On was poprowadzi, da wam siłę, byście szli za Nim każdego dnia i w każdej sytuacji”.

Dawny sekretarz osobisty polskiego papieża wyraził przekonanie, że Jan Paweł II skierowałby dzisiaj do polskiej młodzieży te same słowa. – On, tym razem już z wyżyn nieba, mówi młodym, że są nadzieją Kościoła, że liczy na ich młodzieńczy entuzjazm, że nie powinni ulegać zniechęceniu i oddalać się od wspólnoty Kościoła, bo taki wybór i taka droga prowadzi donikąd – dodał.

– Kościół w Polsce potrzebuje młodych i liczy na młodych. Potrzebuje ich wiary i zapału, potrzebuje ich radykalizmu, nieulegania kompromisom, niegodzenia się na przeciętność. Kościół potrzebuje młodych, gorących serc, niosących płomień wiary i zapalających płomienie nadziei w naszym trudnym świecie – zapewnił na koniec.

Orszak Trzech Króli w Sanktuarium św. Jana Pawła II wyruszył spod pomnika papieża. Uczestnicy wielobarwnego pochodu, rodziny z dziećmi i młodzież, przeszli za gwiazdą wokół świątyni, by oddać pokłon Jezusowi w szopce betlejemskiej. Orszak zakończył się rodzinną Mszą św.

 

tekst: KAI

zdjęcia: ks. Ryszard Gacek

 


Kard. Stanisław Dziwisz w Boże Narodzenie: Narodzony w Betlejem Zbawiciel świata wkracza w nasze życie

– Boże Narodzenie powinno budzić w naszych sercach głęboką radość, bo odpowiada na najgłębsze pragnienia naszych serc, na nasze bolączki, oczekiwania i nadzieje – mówił kard. Stanisław Dziwisz w Boże Narodzenie podczas Mszy św. w Sanktuarium św. Jana Pawła II.

– Bracia i Siostry, od minionej nocy chrześcijański świat, a my wraz z nim, trwamy w zadumie nad tym, co wydarzyło się w zagubionym zakątku rzymskiego imperium dwadzieścia wieków temu. W niewielkim i nic nie znaczącym Betlejem, z dala od wielkich metropolii ówczesnego świata, narodziło się Dziecię, które odmieniło bieg ludzkiej historii i los każdego człowieka. Tym Dziecięciem był Syn Boży i Syn Maryi z Nazaretu, Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek – mówił na początku Mszy św. kard. Stanisław Dziwisz. Przed zakończeniem Eucharystii metropolita senior zachęcał wiernych do odwiedzenia kaplicy położonej za prezbiterium, gdzie znajduje się piękna szopka – dar z Jerozolimy. Po rozesłaniu, kardynał indywidualnie błogosławił wiernych.

Poniżej publikujemy pełną treść homilii ks. kardynała:

Drogie Siostry i drodzy Bracia!

O tym, jak wielkim wydarzeniem było, jest i powinno być Narodzenie Pańskie, świadczy również fakt, że liturgia Kościoła przewiduje na tę uroczystość trzy Msze święte. Pierwszą z nich, zwaną pasterką, sprawujemy nocną porą, zwykle o północy, bo taki czas wybrał Pan na swoje narodziny w grocie betlejemskiej. Druga Msza w uroczystość Bożego Narodzenia sprawowana jest o świcie, a trzecia w ciągu dnia. My właśnie odprawiamy teraz, w południe, tę trzecią Mszę. Każda z tych Mszy świętych ma swoje własne czytania, pomagające nam głębiej przeżyć wydarzenie w bezpośrednim spotkaniu ze słowem Bożym.

Liturgia słowa sięga najpierw do Ewangelii św. Łukasza, bo to on jako jedyny z Ewangelistów przekazał nam relację o tym, co wydarzyło się podczas nocy betlejemskiej. Maryja, nosząca w swoim łonie Syna Bożego, udała się z Józefem do odległego od Nazaretu Betlejem, zarządzono bowiem spis ludności. I to wtedy – jak pisze lakonicznie Ewangelista – Maryja „porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2, 7). Wzruszające są te słowa i wzruszająca jest ta sceneria, której Kościół nie przestaje kontemplować od dwóch tysięcy lat.

Pierwszymi, którzy zostali powiadomieni o tym, co się stało – że „narodził się Zbawiciel” – byli prości pasterze. To oni odpowiedzieli na zaproszenie anioła i udali się z pośpiechem do miejsca, gdzie „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie”, a potem „wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli” (Łk 2, 16. 20). Dzisiaj my wszyscy jesteśmy zaproszeni, by w duchu udać się do groty betlejemskiej, kontemplować to, co zobaczą oczy naszego serca, a następnie – w naszym życiu codziennym wysławiać Boga za wszystko, co uczynił dla nas i dla naszego zbawienia.

Odczytany podczas obecnej Mszy świętej początek Ewangelii św. Jana wprowadza nas w głąb tajemnicy samego Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, niepojętego dla naszego umysłu. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. […] Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 1. 3). Dotykamy w tych słowach podstaw całej Bożej i ludzkiej rzeczywistości. Bez tych podstaw nie byłoby nic. Nie byłoby wszechświata, nie byłoby życia, nie byłoby nas. Człowiek nie stworzył samego siebie. Wyszliśmy od Boga i do Boga zmierzamy. Nie jesteśmy Mu obojętni. On nas stworzył na swój obraz i podobieństwo. Jest naszym Ojcem, obdarzył nas godnością dzieci i kocha nas jako swoje dzieci. To najważniejsza prawda o nas i dopiero w jej światłach może rozumieć dzieje człowieka na ziemi i to wszystko, co w te dzieje wniósł Syn Boży, przychodząc na świat jako Bóg-Człowiek.

Pisząc swoją Ewangelię po wielu latach i przekazując ją pierwotnemu Kościołowi, umiłowany uczeń Jezusa wiedział i zakładał, że fakty towarzyszące narodzeniu Zbawiciela są już znane i utrwalone w Ewangelii spisanej przez św. Łukasza. Dlatego jego relacja stanowi głęboką medytację nad tym, co się wydarzyło, gdy Bóg zstąpił na ziemię. Pisząc o odwiecznym Słowie Boga, Ewangelista dodaje: „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. […] Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1, 4-5. 9). Dzisiaj dziękujemy Najwyższemu Panu, że w światłach Jezusa Chrystusa pojmujemy, kim jesteśmy, przez kogo jesteśmy kochani i dokąd zmierzamy.

Św. Jan był świadomy, i było to jego osobiste doświadczenie jako ucznia Chrystusa, że jego i nasz Pan i Zbawiciel spotka się ze sprzeciwem, dlatego napisał: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 10-11). Ten sprzeciw utrzymuje się cały czas i nie powinniśmy się dziwić, że również we współczesnym świecie Chrystus i jego Ewangelia napotyka na opór, że Jego Kościół jest prześladowany w różnych regionach ziemskiego globu. Ta sytuacja tym bardziej powinna nas mobilizować, by dawać Chrystusowi przejrzyste świadectwo. On nikomu nie zagraża. On niczego nie zabiera człowiekowi. On wszystko nam daje, bo przyszedł na ziemię, abyśmy mieli życie i zachowali je na całą wieczność.

Odczytaliśmy dziś proroctwo z Księgi Izajasza: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie […]. Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem, wszystkie ruiny Jeruzalem! Bo Pan pocieszył swój lud” (por. Iz 52, 7-10). W takich słowach starotestamentalny prorok zapowiadał posłannictwo Mesjasza – Chrystusa oczekiwanego przez świat pogrążony w mrokach zła i grzechu. Swoim słowem i życiem, swoją śmiercią i zmartwychwstaniem ogłosił On Dobrą Nowinę, przyniósł ziemi pokój, wzbudził w ludzkich sercach nadzieję, ogłaszał zbawienie i dokonał zbawienia. Dlatego prorok zachęcił do radosnego śpiewu wszystkie ruiny Jeruzalem.

Jezus Chrystus, narodzony w Betlejem Zbawiciel świata, chce również wkraczać w ruiny współczesnego świata, naznaczonego nieustannymi napięciami, konfliktami, przemocą i bratobójczymi wojnami. Chce wkraczać niejednokrotnie w ruiny naszego życia osobistego, rodzinnego i społecznego, naznaczonego egoizmem, rozczarowaniem, frustracją, poczuciem przegranej. On nie przyszedł do tych, którzy się dobrze mają, bo – jak sam powiedział – „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5, 31-32). On i tylko On – Jezus Chrystus, jedyny Zbawiciel świata i człowieka – jest naszą nadzieją. Dlatego Jego narodzenie – Boże Narodzenie – powinno budzić w naszych sercach głęboką radość, bo odpowiada na najgłębsze pragnienia naszych serc, na nasze bolączki, oczekiwania i nadzieje.

Drogie siostry i bracia, w sanktuarium św. Jana Pawła II sięgamy często do skarbca nauczania tego pasterza, który wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie po narodzeniu Chrystusa. Ojciec Święty patrzył realistycznie na sytuację świata, dostrzegał w nim zło i zagrożenia, ale nie upadał na duchu, wiedział bowiem, że losy ludzkości są w ręku Boga i że On nas nigdy nie opuści, bo pozostaje zawsze wierny człowiekowi.

Podczas ostatniej w swoim życiu Pasterki w 2004 roku, modlił się żarliwie: „Narodziłeś się tej Nocy, nasz Boski Odkupicielu, i dla nas, wędrowcach na drogach czasu, stałeś się pokarmem życia wiecznego. Wspomnij na nas, odwieczny Synu Boży, który przyjąłeś ciało z Maryi Dziewicy! Cała ludzkość, która przechodzi tyle prób i boryka się z trudnościami, potrzebuje Ciebie. Zostań z nami, Chlebie żywy, któryś zstąpił z nieba dla naszego zbawienia! Zostań z nami na zawsze” (n. 3).

Niech nam towarzyszą te słowa świętego Papieża podczas dzisiejszej Eucharystii i gdy powrócimy do naszych domów i codziennych zajęć. Dzielmy się radością, że Bóg jest z nami, że stał się jednym z nas, że towarzyszy nam na drogach życia prowadzących do wieczności.

Życzę wam, bracia i siostry, błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego.

Amen!

 

źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


Kard. Stanisław Dziwisz podczas Pasterki: Kierujemy życzenia miłości i pokoju do wszystkich ludzi dobrej woli

- Bracia i siostry, życzę wam wszystkim radosnego przeżycia świąt Narodzenia Pańskiego! Niech światło Nowonarodzonego w Betlejem Pana gości zawsze w waszych sercach. Dzielmy się tym światłem z wszystkimi, by nasz świat stawał się bardziej ludzki, braterski i solidarny, a więc bardziej Boży - mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas Pasterki, którą sprawował w Sanktuarium św. Jana Pawła II.

– Gromadzimy się dzisiaj przy ołtarzu Pańskim w Sanktuarium św. Jana Pawła II. Wierzymy głęboko, że jest pośród nas Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Książę Pokoju, solidarny z naszym ludzkim losem. Powierzmy Mu dzisiaj wszystkie sprawy, nasze radości i smutki, nasze lęki i nadzieje. Prośmy Go o pokój dla naszego niespokojnego świata, dla naszych rodzin i serc – powiedział na początku Eucharystii metropolita krakowski senior.

Poniżej publikujemy pełną treść homilii ks. kardynała:

Drodzy Bracia i Siostry!

Starotestamentalna Księga proroka Izajasza bywa nazywana piątą Ewangelię. Została spisana siedem wieków przed narodzeniem Chrystusa, ale natchniony prorok niezwykle przenikliwie opisał to przełomowe i zbawcze wydarzenie, które odmieniło losy świata i człowieka. Proroctwo otwiera diagnoza stanu ducha pogrążonego w niemocy świata, ale przede wszystkim radosna nowina: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9, 1). Z jednej strony mroki spowijające ziemię oraz – jak doda prorok – ciężkie jarzmo, pod którym uginała się uciemiężona ludzkość. Taka była niedola synów i córek Adama i Ewy, noszących ciężar grzechu i wyczekujących wybawienia.

I oto w tę przygnębiającą ciemność, która wydaje się nie mieć końca, wkracza wielka światłość. Ta światłość ma twarz bezbronnego Dziecięcia, ale przecież obdarzonego ogromną władzą, którego „wielkie będzie panowanie w pokoju bez granic” i które swoje królestwo „utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki” (por Iz 9, 5-6). W tym proroctwie rozpoznajemy to wszystko, co wydarzyło się podczas nocy betlejemskiej i czego dokonało narodzone wtedy Boże Dziecię – nasz Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus.

Znany nam niemal na pamięć fragment Ewangelii św. Łukasza w zwięzłych słowach opowiada o tym, co się wydarzyło. Maryja i Józef mieszkali w galilejskim Nazarecie, ale w związku z rozporządzeniem o obowiązkowym spisie ludności musieli się udać do odległego Betlejem w Judei. I właśnie podczas podróży, z dala od domu, przyszedł dla Maryi czas rozwiązania. Dla ubogich podróżnych zabrakło miejsca w gospodzie i ta okoliczność, ale nie tylko, sprawiła, że Jezus urodził się w stajni, bo – jak zaznacza Ewangelista – Maryja „porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie” (Łk 2, 7).

Niecodzienna, by nie powiedzieć poruszająca okoliczność narodzenia Syna Bożego nie była tylko dziełem przypadku, że zabrakło przyzwoitego miejsca dla brzemiennej matki w przepełnionej gospodzie. Od samego początku i przez całe swoje ponad trzydziestoletnie życie na ziemi Jezus szedł drogą ubóstwa. On sam na konieczność ubogiego stylu życia uczulał również swoich najbliższych uczniów. Chciał ich uchronić przed pychą poczucia samowystarczalności, ale także zachęcić do konkretnej solidarności ze wszystkimi. Mieli głosić Ewangelię w ubóstwie, by być jej wiarygodnymi świadkami. To Chrystusowe przesłanie o ubóstwie, które tak bardzo dramatycznie zostało zainicjowane w Betlejem, jest skierowane do całego Kościoła i do nas wszystkich i nie możemy wobec niego zachowywać się obojętnie.

Z Jezusowym, ponadczasowym orędziem o ewangelicznym ubóstwie związany jest również fakt, że pierwszymi, którym została przekazana wieść o przyjściu na świat Zbawiciela, byli prości i ubodzy pasterze. To do nich, przestraszonych, skierował słowa anioł: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2,10-11).

I znów, w tych słowach, uderza nas ogromny kontrast między wielkością przychodzącego na świat, zapowiadanego od wieków Mesjasza i Zbawiciela, a niepozornością znaku, po którym mogli Go rozpoznać pasterze, a wraz z nimi my wszyscy: „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2, 12). Bóg najczęściej przychodzi do nas nie w wielkich, ale w niepozornych znakach, bo nieustannie wkracza w nasze życie. Dlatego powinniśmy stale pogłębiać wrażliwość naszych serc, by odkrywać obecnego w naszym życiu Boga. Spotykamy się z Nim w sposób uprzywilejowany wsłuchując się w Jego słowo, na modlitwie, uczestnicząc w Eucharystii, ale także w spotkaniu z drugim człowiekiem, zwłaszcza potrzebującym naszej pomocy. Przypomina nam o tym Jezus, mówiąc wyraźnie: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

W tę świętą, najjaśniejszą noc, podczas której niebo łączy się z ziemią, wsłuchujemy się w słowa zastępów niebieskich, które nie tylko w Betlejem, ale również dzisiaj i nieustannie wielbią Boga: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14).

Razem z aniołami pragniemy wielbić Boga za Jego wielkie dzieła i pragniemy prosić Nowonarodzonego, Księcia Pokoju, o Jego pokój. Prosimy o dar pokoju dla naszych serc, często zatrwożonych, zniechęconych, obojętnych, zamkniętych w sobie. Prosimy o dar pokoju dla naszych rodzin, często doświadczanych nieporozumieniami, konfliktami. Prosimy o dar ofiarnej miłości dla małżonków i rodziców oraz o dar wzrastającej wrażliwości serc dzieci i młodzieży. Prosimy o dar mądrości i rozeznania dobra dla wszystkich podejmujących odpowiedzialność za zbiorowe życie. Prosimy o pokój w naszym wspólnym domu – w naszej ojczyźnie, bo tak bardzo nam potrzeba tego daru teraz wobec niekończącej się epidemii, wobec zagrożeń zewnętrznych i wobec wyzwania, jakim jest potrzeba spieszenia z pomocą tym, którzy jej potrzebują na naszej ziemi.

Z sanktuarium świętego Jana Pawła II, który wniósł tak ogromny wkład w wyzwolenie narodów z uciemiężenia oraz w budowanie na ziemi cywilizacji miłości, kierujemy życzenia miłości i pokoju do wszystkich ludzi dobrej woli. Kierujemy je do Ojca Świętego Franciszka, prowadzącego Kościół po wzburzonych falach współczesnego świata. Obejmujemy naszą modlitwą Papieża Benedykta XVI. Kierujemy życzenia do wszystkich pełniących w społeczeństwie odpowiedzialne funkcje, by w swych działaniach kierowali się zawsze dobrem wspólnym. Modlimy się za chorych, doświadczonych cierpieniem i za wszystkich spieszącym im z samarytańską pomocą. Modlimy się za Europę, by pozostała wierna swym chrześcijańskim korzeniom. Modlimy się o Boży pokój dla całego świata.

Bracia i siostry, życzę wam wszystkim radosnego przeżycia świąt Narodzenia Pańskiego! Niech światło Nowonarodzonego w Betlejem Pana gości zawsze w waszych sercach. Dzielmy się tym światłem z wszystkimi, by nasz świat stawał się bardziej ludzki, braterski i solidarny, a więc bardziej Boży.

Amen!

Przed błogosławieństwem kardynał zaznaczył, że ofiarował Pasterkę w intencji wszystkich obecnych w Kościele.

 

źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

 


40–lecie Towarzystwa Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza”

Ci, którzy się zajmują chorymi, umierającymi spełniają Ewangelię. Wypełniają to, co Chrystus nam przykazał - mówił kard. Stanisław Dziwisz w Sanktuarium św. Jana Pawła II podczas Mszy św., w czasie której Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza” w Krakowie dziękowało za czterdzieści lat istnienia.

Na początku Eucharystii głos zabrał ks. Tomasz Szopa, kustosz sanktuarium na Białych Morzach, który przywitał zebranych wiernych. – Dzisiaj cieszę się, że w tym miejscu, w sanktuarium poświęconym Janowi Pawłowi II, możemy świętować i cieszyć się jubileuszem czterdziestolecia tego wielkiego dzieła, Hospicjum św. Łazarza – stwierdził, podkreślając wdzięczność nie tylko wobec wszystkich tworzących to dzieło, ale również wobec kard. Stanisława Dziwisza, który od lat wspiera je swoją obecnością i modlitwą.

Metropolita krakowski senior, odpowiadając na przywitanie kustosza sanktuarium św. Jana Pawła II, przypomniał, że uroczystość zbiega się z przeżywaną czwartą niedzielą Adwentu. – Pan blisko jest! Radujmy się! Pozdrawiam szczególnie tych wszystkich, którzy poświęcają się tym, którzy są w bardzo trudnym momencie ich życia, na drodze do wieczności – mówił kardynał na początku Mszy świętej.

W homilii, odwołując się do Księgi Micheasza, kard. Dziwisz przypomniał, że Jezus już na początku swojej ziemskiej drogi obiera „drogę ubóstwa i pokory”. Rodzi się przecież w betlejemskiej stajence, z dala od wielkich miast i pałaców władców. Mimo to, jak zapowiada Micheasz, stanie się on pasterzem, który przyniesie światu pokój i „rozciągnie swą potęgę aż po krańce ziemi”. – Te słowa spełniły się i nadal się spełniają, bo przecież czas, który liczymy od dwóch tysięcy, stał się erą Chrystusa – nową erą w dziejach ludzkości – wskazywał metropolita krakowski senior.

Chrystus, jak zauważa autor Listu do Hebrajczyków, przychodzi na świat, aby spełnić wolę swojego Ojca. – Również dla nas, uczniów Jezusa, pełnienie woli Bożej powinno być najważniejszym programem życia. Od Boga wyszliśmy i do Boga wracamy. Jesteśmy Jego stworzeniami i Jego dziećmi. Oby nasze pragnienia odpowiadały zawsze pragnieniom Boga. Oby nasze serca biły w rytmie Bożego serca, pełnego miłosiernej miłości – mówił kardynał.

Jako przykład wskazywał Maryję, która właśnie takim ofiarnym sercem kierowała się, przyjmując wolę Bożą. – Otrzymała wiadomość i niewyobrażalne zadanie, ale ponieważ otrzymała je od Boga, odpowiedziała Bożemu posłańcowi prosto i bez zastrzeżeń: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” – tłumaczył kard. Stanisław Dziwisz, podkreślając przy tym, że nawet w obliczu tak ważnej misji otrzymanej od Pana Boga, młoda Matka nie koncentrowała się na sobie, ale „z pośpiechem” udała się do swojej krewnej Elżbiety, aby nieść jej pomoc. To drugi człowiek był dla niej najważniejszy.

– To dla nas wszystkich ważna lekcja. Otwarcie się na przyjęcie Boga w naszym życiu, doświadczenie Jego wszechogarniającej miłości, powinno rozpalać w naszych sercach miłość do Boga, ale także miłość do drugiego człowieka – miłość nie abstrakcyjną, nie ograniczającą się do słów i deklaracji, ale miłość żywą, współczująca, konkretną, spieszącą z pomocą. Taka jest istota naszego chrześcijańskiego życia. Takie jest nasze powołanie – wskazywał metropolita krakowski senior, dodając, iż właśnie w tym kluczu powinniśmy patrzeć na powstanie czterdzieści lat temu Towarzystwa Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza”.

Przypominając historię hospicjum, kardynał podkreślił, iż twórcy tego dzieła, osoby związane z Synodem Kościoła krakowskiego i środowiskiem lekarzy z Nowej Huty, o podjętej inicjatywie poinformowali ówczesnego metropolitę krakowskiego, kard. Karola Wojtyłę 15 maja 1977 roku, w dniu poświęcenia kościoła Arki Pana. Ostatecznie Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza” w Krakowie zostało zarejestrowane cztery lata później, 29 września 1981 roku.

– Dzisiaj więc, również przy ołtarzu, dziękujemy Bogu wszechmogącemu za powołanie dożycia i realizację tego wspaniałego, samarytańskiego dzieła. Dziękujemy za poświęcenie, bezinteresowną pracę związanych z historią i teraźniejszością tego dzieła setek lekarzy, pielęgniarek i pielęgniarzy, psychologów, wolontariuszy, wszystkich wspierających duchowo i materialnie dzieło. Dzięki nim wielu naszych braci i sióstr odchodziło do wieczności doświadczając pomocy, ulgi w cierpieniu, a ich bliscy doświadczali pociechy i nadziei na widok wrażliwości i solidarności ludzkich serc – mówił metropolita krakowski senior.

Zauważył również, że ludzie chorzy i cierpiący zawsze byli bliscy patronowi sanktuarium, św. Janowi Pawłowi II. Zarówno w czasie jego posługi w Archidiecezji Krakowskiej, jak i jako Następcy św. Piotra. Kardynał przywoływał list apostolski „Salvifici doloris”, w którym Ojciec Święty pisał o „chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia”. – Ten dokument to głęboka medytacja nad tajemnicą wpisanego w los człowieka cierpienia, a tajemnicę tę rozjaśnia cierpienie i solidarność Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Syna Maryi, przychodzącego na świat i umierającego za nas na krzyżu, abyśmy życie mieli i mieli je w obfitości – mówił kard. Stanisław.

Kończąc, metropolita krakowski senior wzywał, aby wykorzystać ostatnie dni Adwentu na przygotowanie swoich serc na przyjście Jezusa. – Módlmy się w intencji wszystkich chorych, również dotkniętych niekończącą się epidemią. Wspierajmy modlitwą i ofiarnością wszystkich spieszących z pomocą cierpiącym, a pośród nich Hospicjum św. Łazarza w Krakowie oraz inne hospicja w naszym kraju – zakończył kardynał.

Przed błogosławieństwem głos zabrali przedstawiciele Hospicjum św. Łazarza. Jolanta Stokłosa, prezes zarządu, wyraziła swoją wdzięczność wszystkim duszpasterzom i św. Janowi Pawłowi II za opiekę, jaką otaczali to dzieło przez wszystkie lata jego istnienia. – Bez ludzi dobrej woli o gorących sercach nie moglibyśmy go realizować – podkreślała, dziękując także kard. Stanisławowi Dziwiszowi. – Eminencja jest z nami przez cały czas, odpowiada na wszystkie nasze prośby i na wszystkie nasze potrzeby. Za to gorące serce dla tego dzieła, jakim jest Hospicjum św. Łazarza w imieniu nas wszystkich gorąco dziękuję! – mówiła Jolanta Stokłosa.

Na zakończenie Eucharystii kard. Stanisław wyznał, że dla niego to spotkanie i święto, ale również każde odwiedziny w hospicjum są niezwykłym wzruszeniem. – Ci, którzy się zajmują chorymi, umierającymi spełniają Ewangelię. Wypełniają to, co Chrystus nam przykazał. Tak sobie myślę, że jesteście przedstawicielami w pierwszym szeregu Kościoła. Pomagacie tym ludziom przeżyć czasem ostatnie chwile, a oni są otoczeni miłością i dlatego z tą miłością łatwiej jest im przejść na drugi świat. Wszystkim, którzy w jakiś sposób uczestniczą w tym dziele „Bóg zapłać”! – mówił kardynał. Zwracając się do rodzin towarzyszącym swoim najbliższym w odchodzeniu do domu Ojca i pogrążonym w żałobie, metropolita krakowski senior zapewnił, że nie są w tym trudnym doświadczeniu sami, bo wszyscy chcemy być z nimi solidarni.

Po Mszy św. w budynku Centrum św. Jana Pawła II odbyło się spotkanie opłatkowe przedstawicieli Towarzystwa Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza” w Krakowie, lekarzy, wolontariuszy oraz rodzin, których najbliżsi korzystali lub korzystają ze wsparcia hospicjum. Uczestniczył w nim także kard. Stanisław Dziwisz, który złożył wszystkim bożonarodzeniowe życzenia i dziękował za zaangażowanie się w to dzieło miłosierdzia. – To jest prawdziwa „cywilizacja miłości” i realizacja Ewangelii – podkreślał.

Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum św. Łazarza” zostało zarejestrowane w 1981 roku. Kamień węgielny pod budowę miejsca, w którym chorzy i cierpiący mogliby godnie przeżywać swoje ostatnie chwile poświęcił na krakowskich Błoniach podczas pielgrzymki do Ojczyzny papież Jan Paweł II. Hospicjum zostało otwarte 14 grudnia 1996 roku i od tego czasu „wypełnia misję służenia choremu w ostatnich miesiącach, dniach, godzinach jego życia oraz wspierania rodziny chorego w trudnym okresie odchodzenia bliskiej osoby”.

źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej


Spotkanie opłatkowe dla młodych Archidiecezji Krakowskiej

Chrystus przychodzi do nas, aby się z nami spotkać i aby nam też pomóc spotkać się jedni z drugimi – mówił bp Robert Chrząszcz w sanktuarium św. Jana Pawła II w czasie Mszy św. z okazji świątecznych spotkań przedstawicieli ruchów i wspólnot młodzieżowych Archidiecezji Krakowskiej.

Ks. Tomasz Szopa na początku liturgii zauważył, że na Mszy św. w sanktuarium św. Jana Pawła II spotykają się różne ruchy i wspólnoty młodzieżowe z Archidiecezji Krakowskiej. Niektóre z nich swoje spotkania świąteczne miały przed Eucharystią, inne dopiero po niej. – Jak uczy nas Sobór, Msza św. jest jednocześnie źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Jest źródłem, z którego czerpiemy, żeby coraz piękniej i lepiej żyć, żeby doświadczać obecności Chrystusa w Kościele, a jednocześnie jest szczytem, który musimy zdobywać, do którego musimy dorastać – mówił kustosz sanktuarium.

Odnosząc się do tych słów bp Robert Chrząszcz podkreślił, że Eucharystia jest najważniejszym spotkaniem wokół Chrystusa – to On jest w centrum. – Chrystus przychodzi do nas, aby się z nami spotkać i aby nam też pomóc spotkać się jedni z drugimi. Chcemy się spotkać razem wokół Chrystusa i między sobą, chcemy szukać jedności między różnymi wspólnotami naszej diecezji – mówił biskup podkreślając, że wspólne spotkania są bardzo ważne, by lepiej się zrozumieć, pokochać, ale też wspierać, aby wspólnie kroczyć i spotykać się z „Tym, który jest najważniejszy – z Jezusem Chrystusem”.

Archidiecezjalny duszpasterz młodzieży zwrócił uwagę, że to świąteczne spotkanie jest znakiem jedności między młodymi Archidiecezji Krakowskiej, a także okazją do „życzenia sobie dobrze” w tym wszystkim, co na codzień robią poszczególne wspólnoty. – Będziemy nieść sobie radość. Wyjedźmy dzisiaj stąd napełnieni bliskością, radością i jednością – mówił ks. Marcin Filar zapraszając młodych na spotkanie opłatkowe i wzajemne składanie życzeń.

Bp Robert Chrząszcz przed błogosławieństwem zaznaczył, że ludzi czekających na Boże Narodzenie jest coraz mniej, dlatego tak ważne jest świadectwo życia chrześcijańskiego. – Musimy być tymi, którzy sami się przygotują i jeszcze w miarę swoich możliwości pomogą innym, by odkryli w swoim życiu tę ważną i niesamowitą konieczność spotkania z Panem Bogiem, który schodzi z góry i chce być blisko nas. To jest niesamowite. Gdy ktoś to zobaczy, to zrozumie, jak wielką miłość ma Pan Bóg do nas i jak bardzo chce, abyśmy tą miłością odpowiadali Jemu i wobec innych ludzi – zakończył biskup.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele m.in. Rady Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej, Ruchu Światło-Życie, Ruchu Apostolstwa Młodzieży, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, Liturgicznej Służby Ołtarza i duszpasterstw akademickich.

 

tekst: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

 


Bp Robert Chrząszcz posyłając świecką misjonarkę na Kubę: Chrystusa o wiele lepiej głosić z uśmiechem

Chrystusa o wiele lepiej głosić z uśmiechem, pokazując radość, nawet gdy będzie nam trudniej –  mówił bp Robert Chrząszcz w czasie Mszy posłania świeckiej misjonarki na Kubę. Marcelina Kordek będzie posługiwała na jednej z placówek fundacji Domy Serca.

Na początku homilii bp Robert Chrząszcz zwrócił uwagę, że liturgia Niedzieli Gaudete wzywa do radości. Ale w czasie tej konkretnej Mszy św. w sanktuarium św. Jana Pawła II jest jeszcze jeden powód do radości – jest nim Marcelina, która „otwarła swoje serce na głos Pana Boga i chce Mu służyć jako misjonarka na Kubie, chce się dzielić radością swojej wiary”. 

Biskup zaznaczył, że radość kojarzymy najczęściej z uśmiechem, poczuciem humoru czy przyjemnością, a na kartach Pisma Świętego radość wiąże się z cierpieniem, próbą i innymi trudnymi doświadczeniami. Sam Jezus podsumowując osiem błogosławieństw mówi: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was”. – W obliczu tych trudności mało zrozumiałe wydaje się wezwanie do radości i szczęścia. Jednak w tych sytuacjach wskazana jest perspektywa, która pozwala na radość – mówił bp Robert Chrząszcz przywołując wezwanie z kazania na górze: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”. – Radość nie wynika z prześladowań i trudności, ale jej źródłem jest obietnica wielkiej nagrody. Chrześcijanin odnajduje swoją radość w patrzeniu w wieczność – mówił biskup. 

Patrząc na kobietę, która dziś prosi o błogosławieństwo na wyjazd na misje, bp Chrząszcz przypomniał, że szesnaście lat temu zdecydował o swoim wyjeździe misyjnym do Brazylii. – W moim sercu była radość, że się zdecydowałem; czułem, że Pan Bóg tego ode mnie chce, ale z drugiej strony było wiele obaw i niepewności – zaznaczył biskup podkreślając, że dostrzegając w wierze wartość człowiek będzie szczęśliwy podejmując decyzje nią motywowane.

Biskup wspominał też, że urzekła go radość, z jaką Chrystusem dzielili się jego parafianie w Brazylii. – Oni mieli w sobie radość, bo spotkali się z Chrystusem i tą radością chcieli się dzielić – mówił dodając, że dziś Kościół posyła Marcelinę na Kubę, by tam dzieliła się chrześcijańską radością. – Chrystusa o wiele lepiej głosić z uśmiechem, pokazując radość, nawet gdy będzie nam trudniej – podkreślał.

– Prośmy dzisiaj abyśmy umieli dostrzec wartość naszej wiary, która cenniejsze jest od złota i abyśmy umieli radować się z tego, kim jesteśmy i co posiadamy, byśmy ze światem dzielili się radością. Nie tą przemijającą, ale tą, która ma źródło w przychodzącym Panu – zakończył bp Robert Chrząszcz.

Prezes Domów Serca zwrócił uwagę, że na świecie jest wiele placówek fundacji, ale ich misja wszędzie jest podobna – „żyć wśród ludzi ubogich, którzy cierpią z powodu przemocy, braku jedności w rodzinach, braku perspektyw zawodowych – wolontariusze chcą być dla nich po prostu przyjaciółmi – mówił ks. Clément Imbert. Zaznaczył, że Domy Serca są dziełem Maryjnym, dlatego w czasie Mszy posłania każdy wolontariusz otrzymuje różaniec. 

Domy Serca są międzynarodową organizacją pozarządową. Obecnie posiadają swoje placówki w 26 krajach położonych na 4 kontynentach. Na całym świecie jest ich już 40.

źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej